22:26

,,Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość"

,,Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość"

Kiedyś wydawało mi się, że ksiądz nic nie wie o życiu. Przecież nie ma żony, dzieci; nie musi martwić się o to, czy nie zostanie bez pracy. Myślałam, że księża żyją sobie w jakieś bezpiecznej przystani, gdzie problemy ich nie dotyczą.

Dlatego sama się sobie dziwiłam, iż sięgnęłam po książkę będącą rozmową chrześcijańskiego dziennikarza - Piotra Żyłki z księdzem Janem Kaczkowskim. Jak wiele różnych rzeczy - trafiła ona w moje ręce przez przypadek. Miałam w planach kupić ,,Jesteś cudem", ale jednak coś mnie podkusiło, żeby jednak wybrać tą drugą opcję. Tyle razy widziałam ,,Życie na pełnej petardzie" w księgarniach, iż stwierdziłam, że to musi być jakiś fenomen.

Chciałam codziennie czytać do poduszki po rozdziale. Miało to być ciekawe zwieńczenie wakacyjnych dni. Jednak książkę przeczytałam w dwa wieczory - siedząc do północy na balkonie (jak było ok. 30 stopni w lipcu to nie chciało się przecież spać). Z każdą kolejną odpowiedzią na pytanie, chciało się więcej i więcej. To nie jest jakaś wyreżyserowana, sztywniacka rozmowa. To przede wszystkim do bólu szczere wyznania, doświadczenia i spojrzenia na najróżniejsze sprawy ks. Kaczkowskiego. Książka jest też swego rodzaju świadectwem. Świetne jest to, że w trakcie czytania, człowiek może odnieść wrażenie, że poniekąd sam uczestniczy w tej rozmowie. 

A co mnie skusiło do przeczytania ,,Życia na pełnej petardzie"? Szczerze, to już zdanie z przedmowy Piotra Żyłki mnie zaintrygowało. Napisał on, że ks. Jan: ,,Nie cierpi kościelnego sztywniactwa." Po tym już wiedziałam, że jest to nietuzinkowa książka. Ponadto wcześniej w telewizji przemknął mi jakiś reportaż czy wywiad z księdzem Kaczkowskim o tym, iż wybudował hospicjum w Pucku. Właśnie wtedy zaczęłam szukać o Nim informacji w sieci, bo zaciekawił mnie Jego autentyzm, optymizm i pokłady energii.
Nie będę też ukrywać, że byłam również ciekawa o co chodzi z tą polędwicą w tytule. :P

Po przeczytaniu całej książki zrobiłam wielkie ,,wow". Dowiedziałam się jak piękne rzeczy robi ks. Kaczkowski. Założył On hospicjum. Jest w nim m.in. kapelanem i szefem. Nawet choroba, glejak mózgu, nie zwalnia Jego tempa.

Polecam ,,Życie na pełnej petardzie" absolutnie wszystkim. Wcale nie musisz być wierzący. Autentyzm, szczerość, odwaga, świeże spojrzenie, wrażliwość i mówienie bez ogródek księdza Jana spodoba się niejednej osobie. Ogromny plus za to, iż nie omija On rozmów na temat błędów popełnianych w Kościele. Książka to, jak dla mnie, mistrzostwo. Skłania do refleksji nad własnym życiem i inspiruje do pomagania, kochania Boga i czerpania życia pełnymi garściami.

Przepraszam, że ten post jest taki chaotyczny. Jednak nie wiem jakimi słowami mogę wyrazić to jak pięknym i genialnym człowiekiem jest Ten duchowny.

00:00

Grube dziecko to szczęśliwe dziecko.

Grube dziecko to szczęśliwe dziecko.

Tak brzmi filozofia życiowa niektórych rodziców i dziadków. Chyba każdy z Was widział otyłe dziecko. Nie mówię tu o nadwadze spowodowanej chorobą, czy przyjmowaniem leków. Mam na myśli, brzydko mówiąc, utuczone dziecko. Inaczej się tego nazwać nie da.

Kiedyś poznałam pewną rodzinę, w której dwójka dzieci była chorobliwie otyła. Rodzice wpychali w nie tak tłuste i ciężkie potrawy, że człowiek patrzył z niedowierzaniem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nikt z tamtej rodziny nie widział w tym problemu. Uważam, że takie dzieci mają już na starcie pod górkę. Przecież muszą zmagać się z nadprogramowymi kilogramami i znosić wytykanie palcami. Już nawet nie chcę mówić jakie trudne zadanie je czeka, jeśli będą chciały schudnąć.

Jak można myśleć, że tuczenie dziecka i doprowadzenie go do chorobliwej otyłości nie niesienie za sobą żadnych konsekwencji? Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że nadwaga powoduje choroby układu krwionośnego, nadciśnienie czy zawały. Pomijając już kwestie zdrowotne. Grube dziecko często jest ofiarą nękania. Przecież widok małego grubaska zazwyczaj wywołuje chamskie odzywki. Niektórzy uczniowie nie omieszkają nazwać kolegi ,,tłustą świnią". Za tym idą kompleksy i brak pewności siebie, których trudno będzie się pozbyć.

Takie tuczenie dzieci często obraca się przeciwko rodzicom. Prędzej czy później zostanie im wypomniane to, że pozwolili swoim pociechom tak utyć.

16:45

Co się stało z tą chrześcijańską radością?

Co się stało z tą chrześcijańską radością?

Chrześcijaństwo z założenia jest wiarą radosną. Czasem mam wrażenie, że tak jest tylko w teorii. Nie wiem jakie Wy macie doświadczenia, ale ja ze swoich młodszych lat kojarzę Mszę z ludźmi, którzy mają miny, jakby siedzieli w Kościele za karę. Jakby radość była karana ekskomuniką. Nawet w Wielkanoc, kiedy wszyscy powinni się radować, bo Jezus zmartwychwstał, jakoś nikomu cieszyć się nie chce. ,,Alleluję" powinniśmy śpiewać z uśmiechem na twarzy. Przecież Bóg nas kocha. Jest taki super, że chce przez cały czas koło nas być. My tymczasem śpiewamy to jedno, wyjątkowe słowo niczym pieśń pogrzebową. A więc, radościo chrześcijańska, gdzie się podziałaś?

Kiedy myślę sobie o radości w Kościele, mam przed oczami chór gospel. Czuję jak ich piękne, mocne głosy wypełniają każdy zakamarek świątyni. Dodatkowo to ich świetne ,,bujanie" się w rytm muzyki i klaskanie. To jest dla mnie najpiękniejsza religijna muzyka. Dzięki niej widać jak mistrzowski jest Bóg.

W lipcu byłam na niezwykłej Mszy (chociaż wiem, że każda jest niezwykła, bo jest w niej sam Jezus). Jednak ta jedna Liturgia była inna niż wszystkie. Miała ona miejsce na Górze Św. Anny podczas XIX ,,Święta Młodzieży" (sześciodniowe rekolekcje). Trudno jest wyrazić słowami czego się tam doświadcza, ale spróbuję. Góra Św. Anny to takie niezwykłe miejsce, gdzie wszyscy są weseli z tego, że dane jest im być na tych rekolekcjach. Wyobraźcie sobie tę niezwykłą atmosferę, kiedy w jednym miejscu skumuluje się ok. 900 młodych ludzi + genialnych duszpastrzerzy.

Tam, na każdej Mszy, aż kipiała z nas radość. Wszyscy mieli uśmiech na twarzy. Dodatkowo szczęście potęgowała genialna schola i orkiestra. Nigdy wcześniej nie słyszałam tak świetnych wersji piosenek religijnych. To nie były jakieś smęty, tylko najczystsze 100% pozytywnej energii. Do dzisiaj jak przypominam sobie niektóre piosenki to mam ciary na rękach.

Jednym z najpiękniejszych momentów była modlitwa ,,Ojcze nasz", kiedy wszyscy w jej trakcie trzymaliśmy się za ręce. Właśnie u Franciszkanów zobaczyłam, że wiara nie musi być nudna, smutna i drętwa. Dzięki im za to :)

Jeżeli jeszcze nie zobaczyliście i nie doświadczyliście chrześcijańskiej radości, to polecam udać się na rekolekcje dla młodzieży. Niezwykłe przeżycia gwarantowane. I mówi Wam to człowiek, którego kiedyś prawie siłą trzeba było zaciągać do Kościoła.

14:27

Co z tymi nastoletnimi matkami?

Co z tymi nastoletnimi matkami?

Z roku na rok wzrasta liczna ciężarnych dziewczyn. Mówią, że to już nie są te czasy, kiedy z dziećmi ,,czeka'' się do ślubu. Nie wiem, czy wiecie, ale najmłodszą matką w Polsce została 13-latka. Praktycznie nie wyobrażam sobie zostania matką w tak młodym wieku... Ale to niech już sobie każdy indywidualnie ocenia. Takim sposobem zdarzają się tzw. ,,wpadki". Osobiście nie lubię tego określenia. To dziecko - nie jakaś ,,wpadka". Wpaść to sobie może śliwka w kompot. No ludzie. Trzeba być świadomym, że owocem seksu mogą być dzieci. I z tym trzeba się liczyć i brać odpowiedzialność.

Przejdę jednak do sedna sprawy - jak traktowane są nastoletnie matki? 
  
To wszystko zależy od środowiska. Są takie rodziny, gdzie ojciec dziewczyny, gdyby mógł - zaciukałby jej chłopaka. Jeszcze inni rodzice  najchętniej wywaliliby z domu ciężarną dziewczynę, bo przecież to wstyd na całą wieś. Zdarzają się jednak takie rodziny, które popłaczą, pokrzyczą, ale w ostateczności wspierają córkę w trakcie ciąży i wychowywania dziecka.

A co jeśli chodzi o reakcje innych ludzi? No zawsze znajdą się Ci od oskarżania i wytykania palcami. Oczywiście ciąża stanie się głównym tematem na osiedlu, w warzywniaku i pod Kościołem. Dodatkowo durne teksty w stylu: ,,ale puszczalska".

A w szkole? - sensacja. Niektórzy są za opcją, żeby dać ciężarnej dziewczynie szansę kontynuowania nauki. Znajdą się też tacy, którzy będą walczyć o usunięcie takiej uczennicy ze szkoły, bo przecież gorszy innych i na pewno rozsieje falę ciążowej epidemii. 

A gdzie w tym wszystkim jest ciężarna?

Nie chcę pochwalać takiego zachowania. Sama nie wyobrażam sobie zostania matką w wieku 15 lat, bo dzieci nie powinny mieć dzieci. Jednak zdaję sobie sprawę, że ludzie pochodzą z różnych domów. Niektóre są normalne i spokojne. W innych są codzienne awantury i libacje alkoholowe. Wszystkie przypadki nastoletnich matek trzeba rozpatrzyć indywidualnie. Każdemu się różnie układa w życiu. Dlatego jak już dziewczyna zajdzie w ciąże to dajmy jej pomoc. No trudno stało się. Czasu się nie cofnie. A dziecko, które ma się urodzić nie jest niczemu winne. Pamiętajmy, że pomagając dziewczynie, zarazem bezpośrednio pomagamy jej dziecku. 

Oczywiście, trzeba uświadomić nastolatce, że źle zrobiła itd. Ale w ostateczności nie można jej zostawić samej. Szczególnie w przypadku, gdy ,,kochający" chłopak okazuje się dupkiem, bo tak naprawdę to on nie wiedział, że dzieci biorą się z seksu, że to nie jego wina, a tak poza tym to obowiązkiem dziewczyny jest się zabezpieczyć.

00:00

5 babskich problemów życia.

5 babskich problemów życia.

Kobiety już takie są, że mają zmartwienia, których nikt oprócz nich nie zrozumie. Przecież facet nie jest w stanie pojąć co czujemy, kiedy otwieramy szafę i nie mamy co na siebie włożyć.

Wyodrębniam takie 5 odwiecznych ,,babskich problemów".

1. Jest późny wieczór. W zasadzie idziesz już spać, bo jutro musisz wcześnie wstać. Jednak przypominasz sobie, że kupiłaś ostatnio taki fajny, czerwono-krwisty lakier. Aż grzech go nie wypróbować. Przecież super będzie wyglądał z białą koszulą. No i malujesz sobie paznokcie. Jeszcze może do końca nie wyschły, ale i tak ze zmęczenia kładziesz się spać. Masz tylko nadzieję, że jakaś tajemnicza moc uchroni je przed niszczycielską mocą kołdry. Budzisz się rano i dupa. Pościel odbiła się na paznokciach... Całe malowanie poszło się bujać na palmie. Teraz lakier trzeba zmywać..

2. Właśnie wstałaś sobie wcześniej i akurat znajdzie się chwilka, żeby wyprostować włosy. Wszystko cacy-wyglądasz genialnie. Wychodzisz sobie z domu, idziesz do autobusu i nagle orientujesz się, że na dworze jest wilgotno. Kap, kap, kap - deszczu coraz więcej, a z wyprostowanych włosów nici. Nagle zaczynają się kręcić, puszyć, stroszyć itd. (Ci, co mają kręcone włosy, zrozumieją ten ból). Takim oto sposobem wyglądasz jak zmoczona fretka. Każdy włos w inną stronę.

3. Idziesz sobie do sklepu i zauważasz fajne koszule w kratę. Bierzesz sobie 5 do przymierzalni. Jednak co się okazuje? Nie zapinasz się w nich... Nie, nie jesteś za gruba. Po prostu masz ,,nieodpowiedni" biust. Czasem mi się zdaje, że producenci odzieży zapominają o tym, że kobiety mają cycki. Dopięcie się w koszule często graniczy z cudem. A przecież nie będziesz ryzykować, że guzik nagle oderwie się i wystrzeli, trafiając Twojego rozmówcę w czoło...


4. Twoja szafa pęka w szwach. Masz sto tysięcy par bluzek, swetrów, żakietów, spodni, sukienek, spódniczek, kurtek, butów itd. Dodatkowo byłaś ostatnio na wyprzedażach i dziko się obkupiłaś. Ale kiedy idziesz wybrać w co się ubrać, okazuje się, że nie masz dużego wyboru. To nie wyprasowane, tamto niewyprane... I takim oto sposobem stoisz 20 minut przed szafą z nadzieją, że zaraz przyjdzie Gok Wan z torbą nowiutkich, modnych ciuchów dla Ciebie.

5. Kupiłaś sobie niedawno 10 gumek do włosów. Pocieszyłaś się nimi przez miesiąc, ale nagle zaczęły znikać. Jedna spadła Ci z ręki, drugą pożyczyła koleżanka, a reszta zgubiła się w niewyjaśnionych okolicznościach. Nagle zostaje Ci tylko jedna gumka i pilnujesz jej jak stu milionów dolarów.

A Wy też miewacie, któryś z tych problemów? :)

Copyright © 2016 Oczami humanistki , Blogger