Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FILMY&KSIĄŻKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FILMY&KSIĄŻKI. Pokaż wszystkie posty

18:43

,,LA VIE EST BELLE ... I JA TEŻ", CZYLI SZALENIE CUDOWNA ZAKONNICA, MISJE W AFRYCE I KAMERUŃSKIE KOZY

,,LA VIE EST BELLE ... I JA TEŻ", CZYLI SZALENIE CUDOWNA ZAKONNICA, MISJE W AFRYCE I KAMERUŃSKIE KOZY
A ,,LA VIE EST BELLE" ZNACZY ŻYCIE JEST PIĘKNE
Taka niby ze mnie humanistka, a o książkach to rzadko piszę. W ramach odkupienia win, przywędrowałam do Ciebie z dziełem siostry Judyty. Pewnie wiesz, że ja lubię się inspirować. Czasem dla odświeżenia umysłu potrzebuję motywacji jakiegoś pięknie dobrego człowieka. Bóg doskonale o tym wie, dlatego postawił na mojej drodze i dał mi poznać cudowne w swej dobroci zakonnice. Mam taką jedną myśl, że (to właśnie przez nie) chce zwrócić moją uwagę w stronę Afryki. W stronę mieszkających tam ludzi.

22:31

,,Zanim się pojawiłeś", czyli hipsterska śmieszka, sparaliżowany pasjonat życia i trzmielowe rajstopki.

,,Zanim się pojawiłeś", czyli hipsterska śmieszka, sparaliżowany pasjonat życia i trzmielowe rajstopki.

Dzisiaj o pewnym filmie, który widziałam już miesiąc temu. Napisałabym o nim wcześniej, gdyby nie to, że właśnie 30 dni zajęło mi zebranie myśli. Chciałam Ci przedstawić damsko-męską wersję ,,Nietykalnych". Film, który jest na moim szczycie melodramatów. Myślę, że historia w nim przedstawiona nie stanowi banalnej opowiastki o tym jak to jedna strona, czyt. dziewczyna z dobrego domu, ku własnemu zdziwieniu znajduje miłość życia w jakimś chłopcu o rebelskim usposobieniu. No i koniecznie jeszcze rak w tle. Jak na mój gust ,,Zanim się pojawiłeś" w reżyserii Thea Sharrocka jest bardziej dopracowana, intrygująca i zagadkowa. Większość melodramatów idzie przewidzieć, a jednak w tym przypadku do końca człowiek nie wiedział jak się wszystko skończy. Do ostatniej minuty miało się wrażenie, że jednak nastąpi niespodziewany zwrot akcji.

18:43

,,Karolina", czyli trudna sztuka bycia młodym.

,,Karolina", czyli trudna sztuka bycia młodym.

Pierwsze dwadzieścia lat życia nie jest łatwe, nie? Człowiek miota się jak głupiutka ćma i szuka swego miejsca na świecie. Użera się z sobą, użera się z nauczycielami. Sam nie wie, czy lepiej siedzieć na chacie i uczyć się do sprawdzianu, czy schlać się na jakieś domówce. Wędruje od jednej grupki do drugiej, bo nie wie czy bliżej mu do szkolnych fejmów czy emo znajomych. Jeszcze te nieszczęsne pierwsze miłości... Gdyby rozterek życiowych było mało, na to wszystko wplątuje się Bóg i te rozkminy w stylu ,,po co wierzyć? czemu On się w ogóle godzi na to ludzkie cierpienie?". Najtrudniejsze jest w tym wszystkim to, że niektórzy dorośli myślą ,,co ty szczylu masz za problemy? Do pracy nie chodzisz, nie masz rodziny na utrzymaniu, bla, bla". I tutaj naprzeciw młodym wychodzi film Dariusza Reguckiego pt. ,,Karolina".

17:43

,,Ten pierwszy raz", czyli przeżywaj liceum na nowo.

,,Ten pierwszy raz", czyli przeżywaj liceum na nowo.

Zrzuciłabym sobie piłkę lekarską na stopę, gdybym musiała iść z powrotem do liceum. Wolę sobie powspominać te trzy lata nauki niż przechodzić to wszystko jeszcze raz. Brrr. Jednak główna bohaterka filmu pt. ,,Ten pierwszy raz" nie miała tyle szczęścia i jako 25-latka musiała powrócić do najgorszego miejsca na ziemi (czytaj szkoły), gdzie nazywano ją prosiakiem. Wyobrażasz to sobie?

16:20

,,Miłość od pierwszego ugryzienia", czyli silna babka, wojsko i sardyna z flakami

,,Miłość od pierwszego ugryzienia", czyli silna babka, wojsko i sardyna z flakami

Nareszcie historia, której główną bohaterką nie jest jakaś wymalowana słodka cnotka, blondyneczka w rajstopkach. Dobra, może przesadziłam, ale dzisiaj wpadł mi w ręce film, gdzie wreszcie mowa o jakieś silnej kobicie, która nie czeka jak bezbronne dziewczątko na swego wybawiciela. W ogóle ostatnio mam dość historii o słodkopierdzącej miłości i z jakiegoś dziwnego względu zaczyna ciągnąć mnie do francuskiego kina (o czym mogliście się już przekonać przy okazji filmu ,,Rozumiemy się bez słów"

15:04

,,Rozumiemy się bez słów", czyli jak żyć, kiedy rodzice mnie nie słyszą.

,,Rozumiemy się bez słów", czyli jak żyć, kiedy rodzice mnie nie słyszą.

Korzystam właśnie z najdłuższych w moim życiu wakacji i nadrabiam zaległości w nieobejrzanych filmach. Uzbierało się ich przez ostatnie pół roku całkiem sporo, a na pierwszy ogień idzie ,,Rozumiemy się bez słów" Erica Lartigau. I wiecie co Wam powiem? Jestem ciekawa czy uda mi się kiedyś obejrzeć jakiś film i nie uronić przy tym ani jednej łzy. Czasem wzruszam się jak czterdziestoletnia stara panna na widok małego koteczka i jego słodziutkich, puszystych łapeczek...

A tak swoją drogą to włączyłam sobie dzisiaj ten film nie wiedząc kompletnie o czym on jest. Po prostu tytuł mnie bardzo zaintrygował. No bo jak można rozumieć się bez słów skoro często gęsto nie kapujemy czegoś, co ktoś nam wyraźnie mówi. Na pewno znacie takich ludzi, którym tłumaczycie coś jak baba krowie na rowie, a dalej zero porozumienia ...

Przechodząc do filmu. Opowiada on historię szesnastoletniej Pauli, która, jako jedyna w rodzinie, słyszy. Mama, tato i brat są głuchoniemi. Życie głównej bohaterki jest z pozoru zwyczajne. Pomaga rodzinie w gospodarstwie (hodują bydło), chodzi do szkoły, sprzedaje sery na targu. Ma też inne ważne zadanie. Tłumaczy ona innym ludziom to, co rodzice migają i na odwrót - miga rodzicom to, co inni mówią. Z jednej strony to zwykła szara myszka, która w szkole raczej się nie wyróżnia. Chociaż jakby spojrzeć na to inaczej, Paula to zdeterminowana dziewczyna, która stara się radzić sobie z tym, że jej rodzina jest głuchoniema. Wydaje mi się, że na każdym kroku musi mieć na względzie to, że rodzina jej potrzebuje.

16:00

,,Bóg nie umarł". Czyli czy masz odwagę bronić wiary?

,,Bóg nie umarł". Czyli czy masz odwagę bronić wiary?


Wczoraj, będąc w Bolesławcu na Olimpiadzie Myśli Jana Pawła II, miałam możliwość ponownego obejrzenia filmu pt. ,,Bóg nie umarł". Oglądając go po raz pierwszy nie udało mi się dostrzec w nim kilku aspektów. Dopiero za drugim razem otworzyło mi się wiele nowych furtek do rozkminy.

Najpierw krótkie nakreślenie fabuły. Świeżo upieczony student, Josh Wheaton (Shane Harper), zapisuje się na uniwersytecie na zajęcia z filozofii. Profesor Radisson (Kevin Sorbo) już na pierwszym wykładzie stawia uczniów pod ścianą. Każe im wybierać. Albo zgodzą się z nim, że Bóg umarł albo o dobrej ocenie mogą tylko pomarzyć. I jak się kończy sprawa?

17:49

,,Grunt pod nogami. Ksiądz Jan Kaczkowski nieco poważniej niż zwykle"

,,Grunt pod nogami. Ksiądz Jan Kaczkowski nieco poważniej niż zwykle"

Na wakacjach pisałam Wam o ,,Życiu na pełnej petardzie". Już tamta książka była dla mnie mistrzostwem samym w sobie. Mogłabym ją czytać na okrągło. Szczerze mówiąc to nie wiedziałam, że ks. Jan tworzy coś nowego. Aż tu nagle, w pewną zwykłą niedzielę, odchodzę od kas samoobsługowych w Tesco, przechodzę obok księgarni, patrzę, gały wytrzeszczam (okulary noszę - trochę ze mnie ślepy człowiek), a tu ks. Kaczkowski na wystawie, tzn. jego nowa książka (w sumie tak dziwnie to napisałam - jakby ksiądz siedział sobie w fotelu z kubkiem kawy w ręku w witrynie sklepowej). Oczywiście książkę kupiłam i radośnie powędrowałam do domu.

22:26

,,Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość"

,,Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość"

Kiedyś wydawało mi się, że ksiądz nic nie wie o życiu. Przecież nie ma żony, dzieci; nie musi martwić się o to, czy nie zostanie bez pracy. Myślałam, że księża żyją sobie w jakieś bezpiecznej przystani, gdzie problemy ich nie dotyczą.

Dlatego sama się sobie dziwiłam, iż sięgnęłam po książkę będącą rozmową chrześcijańskiego dziennikarza - Piotra Żyłki z księdzem Janem Kaczkowskim. Jak wiele różnych rzeczy - trafiła ona w moje ręce przez przypadek. Miałam w planach kupić ,,Jesteś cudem", ale jednak coś mnie podkusiło, żeby jednak wybrać tą drugą opcję. Tyle razy widziałam ,,Życie na pełnej petardzie" w księgarniach, iż stwierdziłam, że to musi być jakiś fenomen.

Chciałam codziennie czytać do poduszki po rozdziale. Miało to być ciekawe zwieńczenie wakacyjnych dni. Jednak książkę przeczytałam w dwa wieczory - siedząc do północy na balkonie (jak było ok. 30 stopni w lipcu to nie chciało się przecież spać). Z każdą kolejną odpowiedzią na pytanie, chciało się więcej i więcej. To nie jest jakaś wyreżyserowana, sztywniacka rozmowa. To przede wszystkim do bólu szczere wyznania, doświadczenia i spojrzenia na najróżniejsze sprawy ks. Kaczkowskiego. Książka jest też swego rodzaju świadectwem. Świetne jest to, że w trakcie czytania, człowiek może odnieść wrażenie, że poniekąd sam uczestniczy w tej rozmowie. 

A co mnie skusiło do przeczytania ,,Życia na pełnej petardzie"? Szczerze, to już zdanie z przedmowy Piotra Żyłki mnie zaintrygowało. Napisał on, że ks. Jan: ,,Nie cierpi kościelnego sztywniactwa." Po tym już wiedziałam, że jest to nietuzinkowa książka. Ponadto wcześniej w telewizji przemknął mi jakiś reportaż czy wywiad z księdzem Kaczkowskim o tym, iż wybudował hospicjum w Pucku. Właśnie wtedy zaczęłam szukać o Nim informacji w sieci, bo zaciekawił mnie Jego autentyzm, optymizm i pokłady energii.
Nie będę też ukrywać, że byłam również ciekawa o co chodzi z tą polędwicą w tytule. :P

Po przeczytaniu całej książki zrobiłam wielkie ,,wow". Dowiedziałam się jak piękne rzeczy robi ks. Kaczkowski. Założył On hospicjum. Jest w nim m.in. kapelanem i szefem. Nawet choroba, glejak mózgu, nie zwalnia Jego tempa.

Polecam ,,Życie na pełnej petardzie" absolutnie wszystkim. Wcale nie musisz być wierzący. Autentyzm, szczerość, odwaga, świeże spojrzenie, wrażliwość i mówienie bez ogródek księdza Jana spodoba się niejednej osobie. Ogromny plus za to, iż nie omija On rozmów na temat błędów popełnianych w Kościele. Książka to, jak dla mnie, mistrzostwo. Skłania do refleksji nad własnym życiem i inspiruje do pomagania, kochania Boga i czerpania życia pełnymi garściami.

Przepraszam, że ten post jest taki chaotyczny. Jednak nie wiem jakimi słowami mogę wyrazić to jak pięknym i genialnym człowiekiem jest Ten duchowny.

17:18

,,Chemia"-kochaj, jakby jutra miało nie być!

,,Chemia"-kochaj, jakby jutra miało nie być!

Byłam wczoraj w kinie na ,,Chemii". Długo zastanawiałam się, czy obejrzeć ten film, bo niestety mam to do siebie, że wszystkie historie cholernie przeżywam. Jednak kiedy zobaczyłam zwiastun ,,Chemii" w internecie, stwierdziłam, że koniecznie muszę obejrzeć całą ekranizację.

Najpierw wprowadzę Was w całą historię. Ona-Lena zwalnia się z pracy, a on-Benek zostaje z niej wyrzucony. Los chciał, że dwójka tych ludzi przypadkowo się spotkała i zakochała w sobie. Spędzili oni ze sobą kilka szalonych tygodni  po czym Lena wyznała Benkowi, że ma raka piersi. Tak właśnie rozpoczęła się ich wojna ze śmiertelną chorobą.

Osobiście uderzyła mnie ogromna determinacja Leny. Niezwykły był jej apetyt na życie. Często nam brakuje takiej spontaniczności. Podziwiam odwagę tego małżeństwa, gdyż zdecydowali się na dziecko. Mimo że lekarze nie byli przychylni ciąży to rodzice się nie poddali.

Szczególnie pamiętam scenę jak Lena płakała w łazience. Była już bez włosów, wychudzona. Benek zaś siedział pod drzwiami mieszkania i również płakał. To szczególnie mnie poruszyło, bo zostało pokazane jak w tym cierpieniu jesteśmy bezradni; niby razem, a jednak każdy przeżywa to samotnie. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić ile odwagi wymaga walka z chorobą, która tak bardzo wyniszcza ciało i psychikę.

Mogę powiedzieć, że film przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, gdyż ukazuje niezwykłe uczucie młodych ludzi, którzy muszą się zmierzyć zarówno z fizycznym jak i psychicznym cierpieniem. Myślę, że ta ekranizacja jest pewnym przełomem jeśli chodzi o sytuację kobiet chorych na raka. Cała historia podkreśla, iż kobieta po mastektomii to przecież dalej kobieta. Warto dodać, że film powstał na kanwie wydarzeń z życia Magdy Prokopowicz (założycielki Fundacji Rak 'n' Roll). Walczyła ona o to, żeby dać chorym kobietom szansę na godne życie i aby były one traktowane z należytym szacunkiem.

Jeśli nie oglądałeś ,,Chemii" to zrób to koniecznie. Film daje wiele do myślenia. Jest niezwykle wzruszający.  Najnormalniej w świecie zrobiło mi się głupio, że często moim problemem są nieułożone włosy, w czasie kiedy ludzie cierpią. Dzięki ,,Chemii" zmieniło się moje podejście do pewnych spraw; poprzestawiały mi się pewne priorytety. Wyniosłam z tego filmu naukę na całe życie. Pewne urywki z filmu na pewno zostaną mi w pamięci.

Jedna z piękniejszych lekcji tego filmu brzmi: ,,Kochaj, jakby jutra miało nie być".

A poniżej zostawiam zwiastun.


Copyright © 2016 Oczami humanistki , Blogger